sobota, 14 lutego 2015
Łódź. Polska.

Od dawna miałem ochotę odwiedzić kompleks fabrycznych domów robotniczych Poznańskiego na wieść, że zostaną etapami poddane remontom i kompletnej renowacji. To do tej pory jedne z najfajniejszych łódzkich famuł. W końcu udało się wyrwać chwilę na spacer. Wszedłem w znane dobrze rejony po kolejnej dłuższej przerwie. I znowu zdziwienie. Znowu coś przeminęło, albo widzę jak odchodzi. Nie ma już dawnych domów robotniczych pobliskiej fabryki Izraela Poznańskiego w postaci jaką pamiętały pracujące pełnej parą zakłady. Ja ich nie widziałem za swojego żywota. Co ciekawe, powoli odchodzi w niepamięć również oblicze, które ja doskonale pamiętam. To mroczne, zamknięte oblicze szczelnych społeczności, dla których każdy przybysz z zewnątrz był wrogiem do szybkiej konfrontacji.  Jeszcze do niedawna strach było włazić w te zamknięte dziedzińce. Ale i to odchodzi.

Niebawem pojawią się tu śliczne odnowione ceglane kamienice, przeznaczone w większości na komercyjne zastosowanie, ew. do codziennego użycia dla szczęśliwców. Dawny klimat - i ten stary i ten wtórny okresu przemian - odchodzi w zapomnienie. Co tu dużo gadać, ja kocham taką Łódź jaką widać w tym kadrze. To piękne, zniszczone oblicze dawne potęgi. Te nawarstwione patologie, bieda, ale i duma połączona z uporem/determinacją. Do tego jeszcze cegła, bruk, te wszystkie kibolskie teksty - nie są na pewno chlubą miasta, ale idealnie oddają jego charakter  i tu nie ma się co oszukiwać. Do tego w tle ten wielki napis jednego z klubów sportowych. Specjalnie go nieco obciąłem, bo jednak "ŁÓDŹ. POLSKA" bardziej mi pasowało zdecydowanie do pełni kadru.

Technicznie: Rolleiflex Automat (1939) na Kodak Trix400, Ultrafin Plus 1+6/20C/8,5'

Zobacz także:

wtorek, 06 stycznia 2015
Zimowy kirkut

Od pewnego czasu zatęskniłem za wizytą na łódzkim kirkucie. W sumie chyba późną jesienią, gdy liście zaczęły lecieć z drzew, a sam cmentarz ponownie zaczynał się odsłaniać. Wiosną i latem jest zwykle gęsto zarośnięty, co oczywiście dodaje mu wiele uroku, ale chyba jednak najbardziej go lubię pomiędzy późną jesienią, a wiosną. Kilka razy się już tam wybierałem na poważnie, niestety schyłek zeszłego roku kompletnie nie sprzyjał planowaniu i realizacji niczego. W ostatnich dniach jednak ponownie pojawiła się okazja, a mianowicie zachęciła mnie informacja o planowanym spacerze z przewodnikiem po cmentarzu. Nie dość, że z przewodnikiem, to jeszcze za darmo. Kompania również się znalazła, więc czego chcieć więcej. Ruszyłem.

16209794795_ba2ed87000_o

Spóźniłem się jednak, więc głupio było dołączać do wycieczki. Toteż pospacerowałem sobie sam, przyglądając się tylko od czasu do czasu zwiedzającej grupie. Nie byłem w tym miejscu kilkanaście miesięcy, może ciut więcej. Błędnie założyłem, że to miejsce raczej się nie zmienia, ale jednak i nawet cmentarze w Łodzi zmieniają swoje oblicze. I tu się remontuje, przeprowadza rewitalizacje, pojawiają się nowe elementy. Delikatne to akcenty, ale jednak coś się zmienia. Także dziś dwa zdjęcia dla Was, tak na początek nowego roku. Oczywiście z najlepszymi życzeniami ode mnie. Zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń + satysfakcji z tego co robicie na co dzień.

16022441910_4b6e5d611e_o

Technicznie: Rolleiflex Automat, Carl Zeiss Tessar 3,5/7,5cm, Kodak Trix 400, Ultrafin Plus, Epson V600

Zobacz także:

piątek, 21 listopada 2014
Z Drewniakiem u Scheiblera

Czasem lubię zabrać na jakiś spacer "Drewniaka". Drewniaka, czyli wielkoformatową klasyczną kamerę drewnianą z przełomu XIX i XX wieku. Taką, którą zapewne większość z Was kojarzy z widoku fotografa operującego przy jakimś pudle na trójnogu, a tenże pan fotograf jest jeszcze nakryty kocykiem. W tym wypadku była to kamerka FK z początku lat 30-tych z kompletem różnych szkieł, tu konkretnie z Xenarem 4,5/180. W sumie jest to fajna odskocznia od dość prostego współcześnie procesu wyboru kadru i wykonania zdjęcia. Czasem lubię sobie przypomnieć korzenie tego wszystkiego co sprawia mi tyle przyjemności. A, że uważam to za całkiem fajne, to dziś chwilkę o tym samym procesie - czasem bardzo zabawnym, czasem szalenie irytującym, a czasem cholernie rozczarowującym lub dającym kupę radości jak wszystko się uda. Dla osób, które czasem mają z tym zjawiskiem styczność lub używają takich aparatów częściej tekst będzie głupawy zapewne, ale dla nowicjuszy może okazać się interesujący. Także na ostatnią wizytę w Zjednoczonych Zakładach Scheibler & Grohman zabrałem właśnie "Drewniaka".

No więc niby idziemy sobie w plener jak normalnie, ale jednak już na samym początku jest ciut inaczej. Aparat jest wielki, zwykle tacha się go w ciężkim plecaku. Nie da się podejrzeć kadru bez rozstawienia całej aparatury. No i do dyspozycji mamy tylko kilka strzałów, w moim wypadku są to obecnie trzy dwustronne kasety - jednym słowem - do dyspozycji mam 6 strzałów. Załóżmy, że jakiś kadr już nam się w głowie urodził, więc rozkładamy działo fotograficzne, wskakujemy pod kocyk i misternie celujemy. Oczywiście nic nie widać, bo kocyk puszcza światło, a na profesjonalny zawsze szkoda kasy. Chowamy się pod własną bluzą zatem i coś tam już widać lepiej. No dobra. Mamy kadr.

O ile to widoczek to spoko, ale przecież można sobie ustawić jakiegoś człowieka, co by nudno nie było. To ustawiamy - błagając go oby usadowił się wygodnie i tylko tak, żeby broń boże pod żadnym powodem nie ruszył głową przód/tył. Wskakujemy pod kocyk - ostrzymy w punkt, który nas interesuje. Dla jaj, możemy się pobawić jeszcze pokłonami ścianek w każdej płaszczyźnie, ale grozi to śmiercią z nudów naszego modela/modelki. Po kilkunastu minutach wreszcie może już coś mamy. Jak mamy to blokujemy machinę na amen i możemy ładować kasetę. Jak nie mamy - spacerujemy dalej z rozłożonym fotopudłem. Zakładamy jednak, że jest OK i możemy focić. Wyskakujemy spod kocyka, zamykamy obiektyw. Trzęsącymi się łapami ładujemy w pudło kasetę z filmem. Mamy 1 strzał. Modlimy się, żeby model się nam nie przesunął, bo głębia ostrości gdy focimy na dużych dziurach robi się dramatycznie ciasna.  Oczywiście statyw może puścić, albo np. coś w aparacie może się poluzować przy tym gdy pakujemy kasetę weń. Przecież ona nigdy nie wchodzi gładko, tylko zawsze trzeba się szarpać i syczeć na skraju szaleństwa. Wyrwać można sam dekiel, można zrobić zdjęcie zapominając o odsłonięciu kasety. Można nie zamknąć obiektywu przed wyjęciem dekielka z kasety. Można spaprać każdy krok na 10 różnych sposobów. Oczywiście sama kaseta też może okazać się nieszczelna i mimo, że wykonaliśmy zdjęcie poprawnie, to zaświetli nam się klisza/płyta przez dziurki w jej budowie. I spaprze nam fotę. Przypominamy modelce o tym, żeby nie zamykała oczu, walimy migawką. Zamykamy kasetę i szybko chowamy ją do torby/plecura. I voila! Zrobiliśmy fotę.

Telefonem zajęło by to pewnie z ... 10-20 sekund, nam przy szybkiej pracy conajmniej z kwadrans. Slow photography :) A to dopiero początek, bo później kiedyś musimy te klisze wywołać, a dalej postanowić jak uzyskać obraz - zrobić stykówkę, powiększenie czy może po prostu zeskanować negatyw i resztę uzyskać na kompie. Jednak jak wszystkie te kroki przejdziemy pomyślnie, a pomysł był spoko i wykonaniem nie zawiedliśmy - obraz na pewno Was mile ucieszy. A później zadowoleni odstawicie "Drewniaka" na półkę i weźmiecie na kolejny spacer swój ulubiony aparat. Tyle na dziś, nie będę Wam przynudzał :) Jak komuś się spodobało, to możecie rzucić okiem na Through the Ground Glass - pięknie oddaje ten klimat.

Technicznie: FK 13x18 cm, Fuji RX (rtg), R09 / Epson V600

Podobne:



| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Fotografia:
O Kresach
O Łodzi:
Podróże:
Polecam:
Pozostałe miasta: